Drugi dom na końcu świata. Po 18 latach Myron Allen wraca do Chin, by spłacić dług wdzięczności

Słynny amerykański rozgrywający znów trenuje z Xinjiang Flying Tigers — tym razem jako mentor młodego pokolenia.

Myron Allen znów stanął na parkiecie, którego nie widział od blisko dwóch dekad. W świetle halowych reflektorów 47-letni były rozgrywający robi to, co potrafi najlepiej: pokazuje młodym adeptom koszykówki, jak zwieść obrońcę pierwszym krokiem po dryblingu. Mimo upływu lat i spektakularnej metamorfozy miasta, tu czas jakby się zatrzymał.

Kiedy Allen pierwszy raz przyleciał do prowincji Sinkiang (Xinjiang) w 2008 roku, świat wyglądał inaczej. Mierzący zaledwie 180 cm wzrostu Amerykanin nadrabiał brak centymetrów kosmiczną dynamiką, skocznością i bezkompromisowością. W trakcie swojej bogatej kariery grał w Meksyku, Wenezueli czy Australii. Jednak to odległe Urumczi stało się dla niego miejscem szczególnym.

„Nie wiem dlaczego, ale moje serce od razu zabiło tu mocniej. Zazwyczaj kiedy skądś odchodzisz, po prostu mówisz «do widzenia». Ale tutaj zawsze czułem, że jestem wśród rodziny i będę za nią tęsknić.”

Szalony telefon i ryzykowna postawienie na „malucha”

Początki tej relacji były owiane nutką niepewności. W 2008 roku zespół Xinjiang Flying Tigers szukał swojej tożsamości. W składzie brakowało reprezentantów Chin, a największa gwiazda – były mistrz NBA Mengke Bateer – miał już 33 lata. Chińskie kluby w tamtych czasach masowo kontraktowały potężnych podkoszowych z USA. Postawienie na filigranowego rozgrywającego było gigantycznym ryzykiem.

Sam Allen wspomina moment przełomu z uśmiechem:

„To było około 22:00. Szykowałem się do spania, gdy zadzwonił telefon z pytaniem, czy chcę zagrać w Chinach. Zgodziłem się bez wahania. Czułem, że to wielka szansa na zmianę i pomoc w wygrywaniu”.

Amerykanin, wychowany na twardej, fizycznej koszykówce, idealnie odnalazł się w realiach ligi CBA. W debiutanckim sezonie 2008/2009 notował fenomenalne średnie: 22,1 punktu, 6,1 zbiórki, 6,1 asysty oraz 3,4 przechwytu na mecz, wprowadzając Xinjiang po raz pierwszy w historii do wielkiego finału rozgrywek. Rok później powtórzyli ten sukces.

Jedno ze wspomnień z debiutu przeciwko Beijing Ducks do dziś wywołuje u niego emocje: w końcówce trafił kluczowy rzut na remis, doprowadzając do dogrywki i wygranej.

„Nawet nasz trener, zazwyczaj oaza spokoju, był zdenerwowany. Powiedziałem mu tylko: «Nie martw się». Trafiłem. Nigdy tego nie zapomnę” – opowiada.

Tradycja, pierożki i pamięć kibiców

Choć po sezonie 2009/2010 Allen opuścił Sinkiang, więź z klubem nigdy nie wygasła. Na profilu w komunikatorze WeChat do dziś ma zdjęcie, na którym pakuje piłkę do kosza w koszulce Flying Tigers. Kiedy w 2017 roku zespół zdobył swoje upragnione pierwsze mistrzostwo CBA, Myron świętował przed telewizorem tysiące kilometrów dalej – z nutą osobistej refleksji, że sam nie zdołał sięgnąć po tytuł lata wcześniej.

Niezwykłe spotkanie na ulicy Urumczi

Kilka dni po powrocie do miasta Allena zaczepiła na ulicy młoda dziewczyna. Pokazała mu na ekranie telefonu pamiątkowe zdjęcie sprzed niemal dwóch dekad — był na nim jej ojciec pozujący obok amerykańskiego koszykarza. Wzruszony Allen natychmiast zaproponował nowe wspólne zdjęcie, by dziewczyna mogła przekazać je ojcu.

Dzisiejsze Urumczi zadziwia nowoczesnością – nowe terminale lotnicze, wieżowce i wielopasmowe arterie przypominają o potężnym rozwoju Chin. Ale na hali treningowej atmosfera pozostała ta sama. Allen wrócił nawet do swojego przedmeczowego rytuału z dawnych lat: jedzenia tradycyjnych chińskich pierożków (jiaozi).

Misja: Odbudowa mentalności zwycięzców

Dzisiaj 47-letni Amerykanin nie szuka luksusów. W przeciwieństwie do wielu zagranicznych szkoleniowców i graczy mieszkających w hotelach, zamieszkał w klubowym akademiku. Powód? Chciał poświęcić 100% czasu młodzieży, nie tracąc ani chwili na dojazdy.

Co wieczór zostaje po godzinach z czterema czy pięcioma młodymi obrońcami szlifując ich technikę. Sam często bierze czynny udział w grach treningowych, co sprowokowało kibiców do żartów, że klub powinien ponownie zgłosić go do rozgrywek.

„To szaleństwo! Sam o tym myślałem, bo wciąż trenuję i gram z młodymi. Robię na boisku absolutnie wszystko… poza wsadami!” – śmieje się Allen.

Po trudniejszym sezonie Flying Tigers, Allen postawił sobie za cel odbudowę zwycięskiej kultury klubu:„Jako rozgrywający musisz sprawić, by wszyscy na boisku byli szczęśliwi, musisz wciągnąć kolegów do gry — dopiero wtedy sam zdobywasz punkty. Kiedyś dawałem z siebie wszystko w koszulce meczowej, dziś oddaję serce jako trener.”


Belt and Road Portal

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *